Biosocjologowie

Biosocjologią miała pokonać impas doktryn moralnych, o orientacji utylitywistycznej, impas, który bierze się stąd, że wyłącznym układem odniesienia jest w nich jednostka (ściślej: ogół jednostek aktualnie żyjących). Biosocjologią jest jednak skrajnie redukcjonistyczna – co znaczy, że złożone zjawiska wyższego rzędu zrównuje z prostszymi i niższymi. Powtarza tym samym trywializm utylitaryzmu z jego niezdolnością do opisu takich fenomenów jak np. godność czy ofiara.

Biosocjologowie, absolutyzując dosłownie pojęty instynkt osłony prokreacji w samym jądrze swej teorii natknęli się na poważny kłopot. Oto etyka wzbrania niszczyć bezpłodnych i dewiantów seksualnych. Nakazuje chronić ich tak jak innych. Ta sprzeczność między teorią a praktycznie występującą normą uznana została jednak za pozorną. W stadach zwierzęcych spotyka się osobniki, które wskutek emulacji seksualnej nie uczestniczą w rozrodzie. Są one jednak (samice) akceptowane jako pomocniczy opiekunowie potomstwa. Poszanowanie niepłodnych miałoby więc być osadzone w instynkcie. Jednakże naprawdę nie wyjaśnia to niczego. W stadzie zwierzęcym samice „wyłączone” rzeczywiście niańczą potomstwo. Pozostaje natomiast rzeczą do wyjaśnienia, dlaczego ludzie nie mordują prostytutek lub przynajmniej nie wypędzają ich do lasu.

Rzecz w tym, że dekalog każe nam ochraniać życie każdej osoby – jako osoby, tzn. bez względu na okoliczności (Prawo dopuszcza zdjęcie ochrony z tych, którzy zagrażają życiu innych). Chronienie życia różni się więc istotowo (a przynajmniej jakościowo) w zależności od tego czy pojawia się na planie instynktów, czy na planie etycznym. Biosocjologia nie radzi sobie z tym, a myśl, że krakowski psychiatra dzieli z nią jej redukcjonizm, musiałaby niepokoić.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>