Lęk – dalszy opis

Pozwolę sobie zacytować tutaj fragment mego wstępu do polskiego wydania książki Michela Foucault. „Istotną cezurą między dwoma «wizjami» szaleństwa, dwoma o nim «dyskursami» jest moment, kiedy Europejczycy przestali traktować je w kategoriach nawiedzenia-grzechu, uczynili zaś zeń chorobę, według mniemań ówczesnych (nie całkiem wygasłych) wymagającą ścisłej izolacji, co oznacza śmierć społeczną dementów… Traktowanie w kategoriach nawiedzenia- -grzechu pozostawiało dementów w świecie psychicznym i moralnym, który był wspólny im i całej reszcie ludzi: zakwalifikowanie ich jako niebezpiecznych chorych równało się wykluczeniu z ludzkiego uniwersum. W największym, wul- garyzującym skrócie, taka jest istota każdego z «dyskursów».”

Traktowanie szaleńców w Średniowieczu miało swoje odmiany okrutne. Miewało jednak także inne oblicze. Niemal do naszych czasów w rezerwacie kultur ludowych /e fou du village czy rosyjski jurodiwyj zintegrowany był ze swoją społecznością nie bez sympatii i jakiegoś szczególnego poważania. Ogólniej mówiąc, przeżycia i wyobrażenia szaleńców miały swój sens na gruncie powszechnie uznanych pojęć, choć ich wartościowanie i przyporządkowanie bywały skrajnie różne. To dopiero nowożytna, pooświeceniowa medycyna, wyodrębniając ostro psychozy, poczęła traktować ich subiektywną treść tak, jak traktuje się ból zęba. Równocześnie możliwość agresji ze strony chorych, a przynajmniej ich brak odpowiedzialności, utrwaliły przekonanie o silnym zagrożeniu z ich strony dla otoczenia.

Łaskę w czasach nowożytnych zyskały sobie tylko te nerwice, które jako dysfunkcje powierzchowne, dały się akceptować na płaszczyźnie towarzyskiej w kategorii dziwactw. Te zaś zawsze były pożywką dla plotek, tak cenionych w każdym kółku.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>